mnożą się...

mnożą się...

...króliki :) I coś mi się zdaje, że to chyba nie ostatni egzemplarz, bo mnie wciąga to szycie ;) Co prawda w dalszym ciągu przyszywanie łapek powoduje natłok niecenzuralnych słów na usta, ale jakoś się udaje.
Tak więc oto Gustaw, kumpel Eryka:

 
proszę Państwa....

proszę Państwa....

...przedstawiam Eryka. W końcu znalazła się sposobność, żeby stawić czoła temu krawieckiemu wyzwaniu.
Eryk powstawał przez dwa popołudnia. Teraz myślę, że jest szansa, żeby jakiś jego kumpel - o ile się porwę na kolejnego królika - powstał w jeden dzień. Nie obyło się też bez trudności, gdyż szycie ręczne to nie jest moja mocna strona. Tak więc o mały włos, a ostałby się biedaczyna bez łapek - dopiero za trzecim przyszyciem uznałam, że jest do przyjęcia ;)

Cały on:
drugie wcielenie

drugie wcielenie

Losy tego pudełka były prawie przesądzone - już, już miało wylądować w koszu, ale ręka mi zadrżała, no i takim to sposobem zamiast stać się śmieciem pełniło rolę opakowania na prezent :)
 przed
i po
tik tak

tik tak

Od dawna nosiłam się z tym zamiarem, a kiedy już wpadła mi do głowy koncepcja - nie zwlekając, by nie wywietrzała, przystąpiłam do dzieła i tak oto zegar został "scrapnięty" :)

dla małej dziewczynki

dla małej dziewczynki

Przerywam - chociaż na chwilkę - scrapową ciszę i pokazuję albumik zrobiony dla małej Mai:


 
 
 
 
 
 
 
 

Ku mojemu zdziwieniu zrobiłam go w dwa popołudnia - do tej pory dłubałam albumy znacznie dłużej. Może dobrze mi robi taka scrapowa przerwa?
I to by było na razie tyle. Pozdrawiam wszystkich - szczególnie tych mobilizujących mnie do blogowej aktywności :) Do następnego razu ;)
Copyright © 2014 moje miejsce , Blogger