19 sierpnia 2011

z innej beczki

Dawno, dawno temu, będąc jeszcze w podstawówce, zapisałam się z moją ówczesną psiapsiółką na zajęcia z makramy w naszym domu kultury. Zapisując się nie bardzo wiedziałyśmy w co się pakujemy, ale po pierwszym spotkaniu zadecydowałyśmy, że zostajemy ;) Po roku zajęcia dobiegły końca a ja odłożyłam sznurki w kąt. Sporadycznie zdarzało mi się coś powyplatać, ale bez większego entuzjazmu. Pomimo, że rzadko makramuję, to wszystko, czego nauczyłam się wtedy, pamiętam do dziś. I raz na ruski rok, od wielkiego dzwonu,  lubię sobie powyplatać. Tym razem też tak było. Gdzieś tam, w netowych czeluściach, natknęłam się niedawno na makramowe cudeńka i całkiem spontanicznie powstał pomysł na prezent. A potem sam on - makramowy naszyjnik:


2 komentarze:

Noomiy pisze...

bardzo przyjemny :)

Rydia pisze...

Wyplatania makram w szkole nas uczyli na tzw ZPT, ale mało już z tego pamiętam , naszyjniczek wyszedł Ci bardzo fajnie :)



blogger template by lovebird